piątek, 14 grudnia 2012

Perfekcyjna kanapka

Oto najbardziej skomplikowanie danie, jakie zdarzyło mi się zjeść od ponad miesiąca. Rozkosz dla podniebienia! :D


Sałata rzymska, koperek i boczniak (zawiera witaminę D).

A w tle napój bogów, czyli woda ;)

wtorek, 6 listopada 2012

Rzeszowskie prostokątne torty



Byłam w domu, a tam taki tort potrafi zniknąć jednego wieczoru :)
Dlatego miałam okazję dojść do większej wprawy w pieczeniu wegańskich biszkoptów.
Piekłam je w piekarniku elektrycznym. Wniosek — im krócej tym lepiej, tym bardziej puszysty. Ten okrągły piekłam tylko 20 min. Kwadratowy 30 min, ale zupełnie niepotrzebnie tak długo i też był przez to bardziej zbity. 

W okrągłym — masa truskawki z agarem, masa budyniowa na mleku sojowym, polewa z margaryny, cukru pudru, kakao i mleka sojowego.
W kwadratowym — masa truskawki z agarem, masa z mleka kokosowego i polewa z czekolady gorzkiej. Zdjęcia nie zdążyłam zrobić ;)

AAA i jeszcze zrobiłam kwadratową wiewiórkę, ale też nie zdążyłam zrobić zdjęcia.

I jeszcze jedna zaleta weganizmu, o której wcześniej nie myślałam. Zaleta dla mięsożerców — tata był zdziwiony, że te rzeczy, które robiłam były wegańskie (no tak, standardowe podejście, że niby wegańskie jest gorsze jakieś? ;)) i ucieszył się, bo to dla niego znaczy, że można je jeść bez obawy o cholesterol :D.





poniedziałek, 5 listopada 2012

Surowy murzynek

1 szklanka mielonych migdałów
3 łyżki kakao
3/4 szklanki suszonych daktyli (namoczyć)
szczypta soli

Daktyle zblendować, kakao, migdały i sól wymieszać. Zmieszać z daktylami i gotowe ;). Wyjątkowo szybki przepis. Zdjęć nie zamieszczam ze względu na kolor... Chociaż to może tylko ja mam takie skojarzenia ;P

wtorek, 23 października 2012

Witariański torcik (surowy, raw food)



W oryginalnym przepisie zostało to nazwane „sernikiem” raw food, ale z wyglądu przypomina mi bardziej tort. Mięsożerca mówi, ze bardziej przypomina w smaku sernik niż tofurnik przypominał.
Czymkolwiek nie jest, bardzo dobry jest :) No i podobno zdrowy... same orzechy i owoce, najzdrowszy olej (kokosowy), odrobina słodziku (syrop z agawy).

1/2 szkl moczonych migdałów
1/2 szkl moczonych daktyli
1/2 łyżeczki soli morskiej
3 sążne łyżki oleju kokosowego (podgrzanego do rozpuszczenia)
3 skromne łyżki syropu z agawy
1 i 1/2 szkl moczonych orzechów nerkowca
sok z 1/2 cytryny
1 szkl mrożonych truskawek

Migdały, sól i daktyle zblendować (mój blender ma 200 W, więc pozostawały kawałki migdałów, ale to w sumie dobrze), wyłożyć folią (lub woreczkiem) foremkę (u mnie była to taka miseczka aluminiowa do przechowywania żywności o śr. dna 11 cm). Wstawić do lodówki. Zblendować nerkowce, syrop z agawy, rozpuszczony olej, sok z cytryny. Wyłożyć 2/3 masy do miseczki. Lekko rozmrożone truskawki zblendować z pozostałą masą. Wyłożyć do miseczki, włożyć ja na kilka godzin do zamrażarki. Wyjąć jakoś wcześniej przed podaniem, żeby odtajało.
Źródła nie podaję, bo znalazłam ten sam przepis na kilku blogach i w sumie ciężko stwierdzić, kto jest autorem.


sobota, 20 października 2012

Wegańska wiewiórka


Przepis zaczerpnięty z tego bloga.
Do tej pory ciasta na bazie marchewki nie wychodziły mi hmmm, jakby to delikatnie ująć... nie wychodziły mi rewelacyjnie ;P
Może w trakcie robienia tego ciasta dostroiłam moje wibracje do wibracji marchewki i dlatego wyszło takie pyszne. Oczywiście jest mega mokre, czyli inne niż zazwyczaj w naszej kuchni.
Mięsożercy smakowało bardzo :D



Przepis (z małą modyfikacja oczywiście)

4 jabłka
1,5 marchewki
pół szkl. migdałów (w skórce, zapomniałam sparzyć, ale okazuje się, że nie jest to konieczne :D)
trochę więcej niż pół szkl. cukru białego (w myśl zasady, że najzdrowszy cukier to ten, którego nie jemy)8 łyżek mleka kokosowego przygotowanego z mleka w proszku
2 szkl. mąki
pół szkl. oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżka przyprawy do piernika i cynamonu


Jabłka i marchewkę zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Zmieszać suche składniki oprócz proszku do pieczenia i sody. Wymieszać owoce z suchymi. Do mleka dodać sodę i proszek do pieczenia (uwielbiam to w ciastach wegańskich, że można pobawić się w małego chemika. Nie mam pojęcia dlatego to się tak fantastycznie pieni, w szkole w chemii najbardziej lubiłam równania i zadania, kompletnie ignorując właściwości substancji ;)).
Szybko wymieszać mleko z resztą ciasta łyżką drewnianą. Piec w 180 st. 45-50 min.








poniedziałek, 15 października 2012

Minitoforuniki kawowe i migdałowe

Na tofu zwykłym, w dodatku solonym (dopiero po zakupie zorientowałam się, że jest solone). Soli jednak nie czuć, musi jej być mało w środku.

We wcześniejszym poście jest tofurnik z silkien tofu, można porównać na zdjęciach strukturę. Zupełnie inna, ale oba są dobre :)
Smak zatwierdzony jako „dobry” przez obiektywnego miesożernego zwolennika weganizmu ;).


ok 400 g tofu zwykłego
1/3 szklanki mleka
1 opakowanie budyniu
1/2 szklanki cukru

1 łyżeczka kawy
3 łyżki zmielonych migdałów

Zmiskować blenderem, do połowy dodać rozpuszczoną kawę, a do połowy migdały. Piec w mufinkowych foremkach, 170 st. C, 30 min.


czekolada (u mnie gorzka bakaliowa Terravita, jest wegańska :D)
2 łyżki margaryny
2 łyżki cukru pudru

Rozpuścić margarynę z cukrem i dodać czekoladę. Polać ciepłe lub zimne tofurniki.

Mój pierwszy tofurnik

Z silken tofu (jedna z ostatnich cennych zdobyczy, przywiezionych z UK) dobry, ale od razu miałam kilka zastrzeżeń do niego — ciasto na spodzie niepotrzebne i za dużo utrwalacza w „serze”. 3 niewegańskie osoby próbowały, wszyscy mówią to samo — dobry, ale nie przypomina sernika w smaku, bardziej ciasto budyniowe. Dla mnie smakuje jak sernik, pewnie dlatego, że nie pamiętam, jak smakuje ser :D

Nie zamieszczam przepisu... w Internecie można znaleźć kilka, raczej podobne są do siebie.




poniedziałek, 8 października 2012

Jesienny wegański tort truskawkowy

Przepis na biszkopt pochodzi z tej strony: http://pinkcake.blox.pl/2012/08/Biszkopt-bez-jajek-reklamacja.html (oczywiście u mnie mleko kokosowe, a nie kozie no i nie dałam tego ekstraktu).

Po kilku mniej i bardziej udanych próbach okazało się, że biszkopt wegański można zrobić, ale zupełnie inaczej niż biszkopt na jajkach. Tzn. przede wszystkim trzeba wymieszać składniki mokre z suchymi naprawdę szybko, nie mikserem i wstawić do dobrze nagrzanego piekarnika. Nie piec za długo. Dopóki nie potraktowałam tych wskazówek całkiem serio, nie wychodził tak, jakbym chciała. :)



Masa kokosowa:
Mleko kokosowe UHT w kartonie (wyśmienicie nadaje się do deserów, bo ma zupełnie inną konsystencję niż to z puszki),
1 śmietan fiks
Cukier puder

Zmiksować i włożyć do lodówki


Masa truskawkowa:
Opakowanie truskawek mrożonych
Łyżeczka agaru
Cukier

Zblendować truskawki, zagotować z cukrem i agarem, odstawić do stężenia.


Masa budyniowa (do dekoracji)

Budyń śmietankowy ugotować w nieco mniejszej niż na opakowaniu ilości mleka z cukrem (może być woda kokosowa z mleka kokosowego)

Biszkopt przekroić, posmarować masą truskawkową (ok. 3/4), kokosową. Wierzch i boki masą budyniową, ozdobić polewą czekoladową i resztą masy truskawkowej.

 



sobota, 6 października 2012

Trójkąty z jabłkami



Można je zrobić przy okazji pieczenia szarlotki, wystarczy gotowe ciasto francuskie i troszkę jabłek z szarlotki. Za jednym zamachem 2 x więcej przyjemności :)
Ciasto pokroić na kwadraty (12 lub więcej), nałożyć łyżeczkę jabłek, skleić, nakroić każde ciasto 3 x z góry i widelcem podociskać brzegi. Najlepsze są świeże, jeszcze na ciepło.
Piec na papierze do pieczenia ok. 20 min w 180 st.


czwartek, 4 października 2012

Tarta śliwkowo-jabłkowa, czyli co jedzą freelance na śniadanie ;P







3 małe jabłka
0,5 kg śliwek
200 g margaryny wegańskiej (niniejszym rezygnuje z ciasta kruchego na bazie oleju, bo w cieście kruchym najbardziej lubię to, że jest kruche ;))
360 g mąki
80 ml wody


Wysypać mąkę na stolnicę. Zmrożoną margarynę zetrzeć na grubych oczkach. Szybko zagnieść ciasto, dolewając wodę. Ciasto nie ma mieć jednolitej konsystencji. Im szybciej je zagnieciemy, tym lepiej.

Wstawić do lodówki. (Tego ciasta powinien zostać kawałek, jeśli użyjemy formy do tarty. Można je włożyć do zamrażalnika, będzie na kolejną tartę, tym razem bez wierzchu).

Śliwki przepołowić, wyjąć pestki, obrać i pokroić jabłka, wrzucić na patelnię z łyżką mąki. Dusić przez około 10 minut.




Wyłożyć część ciasta do foremki, przełożyć owoce, przykryć cienką warstwą ciasta, zlepić brzegi, podziurkować widelcem. Piec w temp. 180 st. przez 40–50 min.

Bardzo szybkie ciasto, ciasto i owoce przygotowałam wieczorem, a rano złożyłam i upiekłam. Pyszne śniadania freelanca :D


Do takiego śniadania natchnął mnie mój frutarianizm. Teraz mało co mi smakuje, gdy owoce się prawie skończyły. Gotowane jedzenie to nie to samo... całe szczęście, że ma mi kto zrobić mega niezdrową pakorę. :D


Tutaj otwarta tarta z ciasta, które zostało. Śliwki takie, jakie są położone na cieście, bez dodatków i smażenia.


poniedziałek, 3 września 2012

Kapuśniaczki wegańskie — tylko dla zaawansowanych piekarzy o zdrowych zębach

Z uwagi na nieprzychylne :P komentarze zmieniłam tytuł przepisu.
Ogólnie z ciastem drożdżowym sprawy się mają tak, że jeśli wyjdzie za suche należy je skropić wodą i wsadzić na chwilę do piekarnika. Jedyny sposób jaki znam w razie czego.
To że komuś okazało się za mało oleju jest kwestią upodobań i na to już nic nie poradzę, tym bardziej, że zamieściłam informację na ten temat w przepisie. Podobnie z wodą — wiele zależy od mąki. Nigdzie nie napisałam, że to przepis dla początkujących. Ciasto drożdżowe nie należy do najłatwiejszych. Przyznaję się bez bicia, że też nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Za wszystkie nieudane wypieki, okrzyki rozczarowania, wyrwane włosy z głowy, kłótnie i niesnaski w rodzinach spowodowane „niedokładnym” przepisem przepraszam.
Być może przepis jest z gruntu skopany i nie należy go używać, ale myślę, że same zdjęcia zawijania są przydatne, więc nie usuwam.

5 dkg świeżych drożdży
3 łyżki oleju (lub więcej, jeśli ktoś woli)
0,65 kg mąki
letnia woda lub mleko roślinne
1 łyżka cukru

Drożdże rozetrzeć z cukrem, dodać trochę wody (ok. 0,5 szklanki) i pozostawić w ciepłym miejscu (ok. 20-25 stopni C), aby drożdże zaczęły fermentować.

Objawy fermentacji drożdży to pienienie się wyżej wymienionych składników. Ponadto można potrząsnąć zawartością miski i jeśli usłyszymy delikatne syczenie, to znak, że rozpoczął się proces fermentacji.

Następnie należy dodać przesianą mąkę, olej i wodę (ilość wody w zależności od mąki). Wyrabiać ciasto, aż zacznie odchodzić od ręki. Wody powinno się dodać około 0,5 szklanki — ciasto nie może być rzadkie.

Po wyrobieniu przykryć naczynie i pozostawić do wyrośnięcia. Minimalna temperatura w pomieszczeniu to 25 stopni C.

Gdy ciasto podwoi swoją objętość, można zacząć odrywać po kawałku, rozwałkowywać na prostokąty, o jednym boku znacznie dłuższym. Nałożyć niedużą ilość farszu na środek, złożyć i pokroić.







Kapuśniaki układać na blasze z papierem do pieczenia.
Posmarować wierzch ciasta woda i posypać solą, kminkiem (posypałam majerankiem, bo nie miałam całego kminku). Zostawić ciasto w cieple do wyrośnięcia (czas w zależności od warunków, 30-40 min).

Piec w piekarniku 180 stopni C, ok. 30-40 min.

Farsz
1 kg kapusty kiszonej
3 garstki grzybów suszonych (namoczyć)
3 duże cebule
0,5 szklanki oleju
sól, pieprz, gałka muszkatołowa, mielony kminek

Wykonanie:
Kapustę ugotować (ok. 1h, ja gotowałam 2h) z grzybami, jeżeli jest za kwaśna odważyć (zagotować, odlać
wodę i ponownie nalać wodę) i gotować aż będzie miękka. Wyłożyć na
durszlak do odcieknięcia. Można też wyłożyć na talerz, żeby szybko ostygła i wyciskać rękami nadmiar wody.
W tym czasie zetrzeć na tarce o dużych oczkach cebulę.
Na rozgrzany olej wrzucić cebulę -  dusić, mieszając do miękkości i odparowania wody.
Kapustę mocno odcisnąć i pokroić. Wymieszać z cebula. Smażyć na rozgrzanym tłuszczu z przyprawami i
odparowywać do pożądanej konsystencji.

Były to pożegnalne kapuśniaczki dla kolegów z pracy, z którymi z bólem serca, łzami w oczach i radością, z powodu długo oczekiwanej wolności jako freelance, przyszło mi się po 2 latach i 6 miesiącach pożegnać. Chyba dobre były, bo padło pytanie, czy aby na pewno są wegańskie w pełni, a może na smalcu ludzkim robione?
Niezapomniany Aza i jego żarciki, „karkówka z sąsiada”, „szynka babuni”, a potem już poszło... „śmietana szefa kuchni”, „sekret mnicha”... takie tam, codzienne obrzydliwości ;). Będzie mi tego brakować ;P

Z reszty ciasta zrobiłam minipasztety z nadzieniem z fasolki z curry, oliwą i garam masalą :)

niedziela, 2 września 2012

Babeczki z kremem, owocami, stewią i syropem z agawy






Ciasto:


5 łyżek oleju
180 g mąki
40 ml wody
1 łyżka zmielonej na pył (w młynku do kawy) suszonej stewii

Wysypać mąkę na stolnicę, dokładnie wymieszać ze stewią. Szybko zagnieść ciasto z podanych składników, dolewając wodę. Im szybciej je zagnieciemy, tym lepiej.
Wstawić do lodówki.

Moje babeczki robiłam w foremkach aluminiowych, które wysmarowałam olejem i w foremkach silikonowych do formy na muffinki - tych nie trzeba smarować (na zdjęciu te z foremek silikonowych).

Wylepić foremki ciastem. Moja metoda - rozwałkować cienko ciasto, wykroić kółka kuflem od piwa (też się na coś przyda :D), wylepić foremki. Najlepiej odrywać ciasto po małych kawałkach i trzymać resztę w lodówce, a wylepione foremki przekładać do lodówki lub zamrażalnika. Dość długo schodzi ich wylepianie, a ciasto powinno być zimne raczej, będzie wtedy bardziej kruche.

Piec w formie na muffinki, krótko w wysokiej temperaturze. Ok. 15 min. w temp. 200 st. C.


Krem:


Ugotować budyń na mleku roślinnym z dwoma łyżkami syropu z agawy, odstawić do ostygnięcia. Zrobiłam z jedną łyżka syropu i było chyba mało słodkie, tzn. ja odczułam je jako bardzo słodkie, ale to tylko ja i mój wysublimowane zmysły po diecie frutariańskiej.

Do zimnych już ciasto-foremek nakładać krem i ozdabiać owockami.





niedziela, 26 sierpnia 2012

To jak to naprawdę w końcu jest z B12

Szukając informacji o witaminie B12, znalazłam ciekawy artykuł (właściwie wywiad):

http://www.zdrowie1.com/witamina_b12.html

Informacje wyglądają na rzetelne i wyważone, a to w przypadku tego kontrowersyjnego tematu rzadkość.

Jeśli chodzi sprawdzenie organizmu pod względem ewentualnego niedoboru tej witaminy, zgodnie z artykułem, najbardziej wiarygodne jest zbadanie poziomu kwasu metylmalonowego w moczu.
Niestety w Dolmedzie we Wrocławiu nie robią takiego badania.

Przy okazji odbyłam ciekawą, aczkolwiek krótką, rozmowę z panią z laboratorium. Powiedziała, że nie robią takich badań, ale badają za to poziom B12 we krwi. Ja na to nieśmiało i grzecznie zapytałam, czy to badanie jest wiarygodne, a ona „a tak, robimy ich dużo, dużo ich robimy”. Odpowiedź cokolwiek niemająca związku z pytaniem — rozmowa szybko się skończyła, bo zrobiło się nieprzyjemnie. Padło obcesowe pytanie „a kto Pani to powiedział”, na co podziękowałam i pożegnałam się. :D:D

Na razie mój poziom B12 pozostanie tajemnicą. Za to w artykule jest napisane, że łyżka płatków drożdżowych spełnia dzienne zapotrzebowanie na tę substancję. Ucieszyła mnie ta wiadomość, brzmi dużo bardziej naturalnie niż tabletki, do których mam awersję.



piątek, 24 sierpnia 2012

Syrop z agawy

Poszukując alternatywy dla cukru do zastosowania w kremach (na razie nie mam odwagi dodać do białego kremu naparu ani proszku ze stewii  — zakładam, może błędnie, że zabarwią go na zielonkawy, w najlepszym wypadku, kolor), trafiłam na informacje o syropie z agawy. Na początku same superlatywy, ale jeśli poszuka się głębiej, można trafić na przykład na taki oto artykuł:

http://www.elephantjournal.com/2011/10/agave-the-nectar-of-deceit-dr-paul-gannon/

Dowiedziałam się z niego, że: syrop jest popularny, bo jego sprzedaż jest napędzana marketingowo, a zdrowy jest średnio, bo zawiera wyizolowaną (biologia nigdy nie była moją mocną stroną, więc wybaczcie laickie sformułowania) fruktozę, która jest szkodliwa dla wątroby (w przeciwieństwie do tej w owocach).

[WADY] Na jego niekorzyść przemawia, moim zdaniem, także kaloryczność (w zasadzie tyle samo, co cukier) i wysoki stopień przetworzenia. W zasadzie to tak, jakby stosować miód (który przecież też ma właściwości zdrowotne).
[ZALETY] I tutaj mamy jedną z jego zalet — to taki wegański miód — czyli możliwość zastosowania w przepisach, w których trudno byłoby go zastąpić. Ponadto ma niski indeks glikemiczny (chyba jeszcze nie do końca rozumiem, dlaczego to takie ważne).

Postanowiłam go więc wypróbować, ale od razu z zastrzeżeniem, że będę go stosować bardzo rzadko. I w takiej ilości na pewno nie zaszkodzi, a nadal jest, moim zdaniem,  lepszy od białego cukru (przynajmniej nie jest obwiniany o karmienie syfów :P). Poza tym od około 10 miesięcy nie odczuwam potrzeby jedzenia słodyczy — a kiedyś wolałam zjeść czekoladę/ciasto/Michaszki zamiast obiadu i lody zamiast kolacji :D:D:D. Samo sobie poszło (albo od weganizmu, jogi?).

Wkrótce więc pojawią się jakieś przepisy z jego zastosowaniem :D





Jadalne babeczki ze stewią

Zapowiadana przeze mnie w ostatnim wpisie 3 próba wypieku ze stewią zakończyła się sukcesem. Tym razem zrobiłam najprostsze babeczki kakaowe, dodałam tylko wiśnie dla ożywienia całości.

W celu uwierzytelnienia wyników eksperymentu poczęstowałam nimi kolegów z pracy.
Wyniki ankiety (pytanie: Czy wyczuwasz posmak stewii/czegoś ziołowego?)

Kolega 1: Dobre, czekoladowe. Ale co mam dokładnie wyczuwać?
Kolega 2: O nawet jadalne, ale nie czuje nic. (Po czym zjadł kolejną — tzn. chyba więcej jak „jadalne” :P)
Kolega 3: Dobre, wyczuwam delikatnie stewię (jako jedyny słyszał o niej wcześniej), ale nie przeszkadza.
Kolega 4: Nic nie mówił, a ja zapomniałam zapytać. Ale żyje i ma się dobrze.
Kolega 5: Usprawiedliwiona urlopem nieobecność w trakcie przeprowadzania badań.
Kolega 6: Dieta (dobra wymówka, żeby nie dać się otruć :P).



Przepis:
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej zwykłej (tak wiem, że gluten, ale na razie postanowiłam opracować korzystanie ze stewii, a dopiero później zobaczyć, czy da się jeszcze do tego dodać zdrowej mąki)
3 płaskie łyżki kakao
2/3 szklanki mleka roślinnego (u mnie sojowe, przygotowane z mleka w proszku — jedyny rozsądny sposób w moim przypadku, bo używam go tylko do wypieków, a jest sprzedawane w litrowych kartonach, próbowałam je mrozić, ale chyba lepiej wykorzystać proszek)
Napar z 3 łyżek suszonych liści stewii (gotowane w malutkim rondelku — poziom wody trochę ponad powierzchnię ziółka — przez 20 min i zaparzane przez 10 min pod przykryciem. Następnie odcedziłam liście)
Kopiata łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
Garść wiśni lub innego urozmaicacza

Wymieszać suche składniki, dodać mokre, zmiksować, dodać wiśnie. Piec w foremkach na babeczki 20-22 min w temp. ok. 170°C. (U mnie w gazowym, temp. podaję na oko, ale wprawne oko, więc raczej dobrze :D).


W następnym odcinku: próba ze stewią w postaci sproszkowanych liści (ciasto kruche).

niedziela, 29 lipca 2012

Najlepsze lody kawowe

Lody kawowe zawsze były moimi ulubionymi. Miały także być jedną z tych rzeczy, której będzie mi brakowało na diecie wegańskiej. Jednak da się, szybkie, zdrowe i pyszne. A do tego (prawie) surowe :D Wiem, że kawa to samo zło, ale ta łyżeczka od czasu do czasu to jedyna używka, na jaką sobie, oprócz zielonej herbaty, pozwalam. Poza tym lody to także jedyna rzecz, jaką robię w kuchni oprócz mycia owoców, parzenia herbaty, krojenia arbuza i rozłupywania orzechów kokosowych :D (aha no i sprzątania... jakoś współlokatorzy się do tego nie garną specjalnie ;))



2 średnie banany
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej, rozpuszczona w minimalnej ilości wody i przestudzona


Banany obrać, pokroić na plasterki, zamrozić. 
Wyjąć z zamrażalnika, odczekać aż trochę odtają, zblendować z kawą. W tej proporcji wychodzą mocno kawowe.

Warto mieć w zamrażarce tak przygotowane i poporcjowane banany.
Inne dodatki: mrożone borówki, mrożone truskawki, łyżka masła orzechowego (bez cukru oczywiście i konserwantów).




wtorek, 24 lipca 2012

Eksperymenta ze stewią i frutarianizm

Mimo diety frutariańskiej (plus orzechy, z których próbuję zrezygnować, ale kończy się zawsze tak samo... w ogóle to zauważyłam, że orzechy jem tak z apetytu, a nie żeby zaspokoić głód, więc nie wiem, czy są mi potrzebne), coś ostatnio jednak piekłam. Ile można w końcu bez tego wytrzymać? :D

Ponieważ wykluczyłam z diety wszystko, co uznałam za niezdrowe i mi niesłużące (podkreślam „mi” i „ja uznałam” ;)), postanowiłam wprowadzić także do pieczenie jakąś rewolucję. Zaczęłam eksperymenta ze stewią. 

1. Babeczki bananowe — fail ;)

Zaparzyłam 3 łyżki stewii tak jak herbatę (taki przepis znalazłam na jakimś blogu), wyszły zupełnie niesłodkie.
I w ogóle to niedobre. Mimo że wcześniej uwielbiałam ich bananowy smak. Bez cukru okazało się, że czuję głównie tłuszcz i to jest fuuuuuj ;).

2. babeczki czekoladowe (podobno doskonałe) z wywarem — słodkość ok, konsystencja babeczek także fail

Z innego bloga przepis na babeczki, wyszły gumiaste, ale to już może kwestia tego, że nie wiem, czy można w ogóle coś dobrego upiec, gdy całe moje ciało i duch garną się ku owockom i wzdragają przed mąką i gotowaniem :)

3 łyżki stewii gotowałam 10 minut na małym ogniu, a potem 10 minut parzyłam pod przykryciem. Płynu dodałam połowę do ciasta, bo też robiłam z połowy porcji (miało być 6 sztuk, u mnie wyszło 4).

Wyszły słodkie, ale jakoś tak inaczej słodkie niż z cukrem. Na razie nie umiem tego zdefiniować. Tak mniej nachalnie słodkie.

3. Znalazłam kolejny przepis na napar ze stewii, spróbuję go w babeczkach na mące orkiszowej, coby już niemal całkiem zdrowo było :D


Jak chodzi o dietę frutariańską, jest to fascynujące przeżycie, po miesiącu (chyba miesiącu, mam dość ambiwalentny stosunek do czasu. Wydarzenia z przeszłości oraz daty mieszają się i przeplatają w niemożliwy w rzeczywistości sposób.) tylko na owocach i orzechach już nie tak ekscytujące, ale nie wyobrażam sobie, żebym miała z tego zrezygnować.
Zaczęłam od diety raw food — z perspektywy widzę, że to w ogóle nie było przyjemne. Z owocami jest inaczej, każdy posiłek i przekąska to radość jedzenia :D Czasem zajadania emocji, przejadania się, ale z owocami mam tak, że bardzo szybko brzuszek się wypełnia, więc uczucie przejedzenia następuje szybko i też równie szybko przechodzi. Więc jest to super sprawa dla osób, które w ten sposób sobie „radzą” z nadmiarem myśli i emocji ;). A przy tym jest jeszcze to błogie uczucie, że ile bym w ten sposób nie zjadła i tak nie utyję:D:D:D Co też do pewnego stopnia eliminuje wyrzuty sumienia związane z konsumpcją. (Przy normalnej diecie wegańskiej, opartej głównie na tzw. zdrowych produktach, mogłam przytyć do 2 kg w ciągu tygodnia).


sobota, 14 lipca 2012

Surowe spaghetti z sosem pesto

Jeden z pierwszych i ostatnich chyba przepisów raw food, jakie wypróbowałam. Dobre, ale ja tam wolę owoce :D:D:D



Małą cukinię obrać i pokroić na paski ręcznie lub w jakimś urządzeniu. Oberwać listki bazylii z krzaczka, opłukać, wysuszyć. Dodać pół ząbki czosnku (raczej nie polecam za dużo, bo mimo że czosnek bardzo lubię, to tutaj jakoś nie pasuje), oliwę i zblendować.

czwartek, 7 czerwca 2012

Raw food

Kilka tygodni temu postanowiłam spróbować nowej diety - raw food. Przez pierwsze 2 tygodnie bawiłam się znakomicie, okazało się, że jem kilka razy mniej niż normalnie, ale potem wyjechałam na urlop i częściowo wróciłam do jedzenia gotowanego. Jeszcze dwa dni i ponawiam próbę, tym razem może na dłużej :)

sobota, 7 kwietnia 2012

Czekoladki z foremek na kostki lodu

Jestem teraz u rodziców w Rzeszowie i chciałam im zrobić moje pralinki wegańskie, ale nie znalazłyśmy z mamą foremek. Udało się za to kupić foremki do kostek lodu (cena jednej 3,5, podczas gdy te do pralinek kosztują 20 parę). Do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy wyjdą, ponieważ te foremki są bardziej twarde. Ale udało się coś osiągnąć.

Jak widać na poniższym zdjęciu wyszły matowe. Druga partia siedzi w lodówce - zaraz się okaże, czy są matowe ze względu na foremki czy na zbyt późne wlanie czekolady.


Raport z ostatniej chwili: matowe owszem ze względu na foremki, a ponadto nie wszystkie czekoladki chciały wyjść. Trzeba bardzo dokładnie umyć foremki, a nie jest to łatwe ze względu na lekko chropowatą powierzchnię. Wniosek — nie polecam, ale warto było spróbować dla eksperymentu :D

sobota, 17 marca 2012

Wegańskie pralinki truflowe

Są przeeeepysznneeee :) Takie truflowe — takiego smaku często szukałam w czekoladkach, nie będąc jeszcze weganką.



Skład

Obudowa:
czekolada gorzka
50 g margaryny
4 kopiate łyżeczki cukru pudru

Środek:
orzechy laskowe, prażone na suchej patelni, po uprażeniu można spróbować zdjąć skórkę — włożyć orzechy do ściereczki i pocierać

pół średniego awokado
płaska łyżka kakao
4 kopiate łyżeczki cukru pudru
1 kopiata łyżka masła orzechowego (ponieważ słoiczki są duże, a masłem się łatwo przejeść, postanowiłam je zamrozić - na folię aluminiową ponakładać łyżką kupki masła i zamrozić, później można łatwo wyjąć taką porcję potrzebną do różnych przepisów)



1. Przygotować krem: awokado zmiażdżyć bezlitośnie widelcem i wymieszać z resztą składników.

2. Posmarować foremkę do pralinek olejem.

3. Przygotować obudowę.
Rozpuścić margarynę z cukrem pudrem. Ustawić garnek z wodą na palniku, na tym np. mała patelenka z margaryną i cukrem i w takiej kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę.

4. Nałożyć warstwę czekolady na dno i ścianki foremki. Włożyć do lodówki do zastygnięcia.

5. Nałożyć krem.

6. Wbić po orzeszku do każdej.

7. W tym momencie czekolada będzie znowu zastygnięta. Trzeba ją więc rozpuścić znowu, ale ponieważ gęstnieje pod wpływem ciepła, trzeb dodać łyżkę lub dwie mleka/wody.
Nałożyć czekoladę na krem.

8. Wstawić do lodówki na koło 2 godziny.

9. Po tym czasie pralinki powinny chętnie wychodzić z foremki.


poniedziałek, 12 marca 2012

Szybkie i proste babeczki kakaowe z wiśniami



Ciasto (przepis na 12 sztuk):

1 i 1/2 kubka mąki
1 niepełny kubek cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 niepełna łyżeczki sody
1 kubek mleka sojowego lub wody
1 łyżeczka octu
100 ml oleju
2 łyżki kakao
ewentualnie wiśnie ze słoika/z konfitury/kompotu

Do mleka dodać ocet, wymieszać składniki suche, dolać mleko, wymieszać. Do ciasta dodać kakao i wiśnie.
Nałożyć do papilotek. Ponieważ ciasto jest dość lejące proponuję następującą metodę:
wyłożyć papilotki w foremce i wlać ciasto.
Piec maks. 30 minut w piekarniku 170–180°C.
U mnie były gotowe po 25 minutach, ale mam piekarnik gazowy i temperaturę ustawiam na oko, więc mogło być po prostu cieplej.

Są puchate i wilgotne, a więc dobre :D Zaletą przepisu są składniki, które można w zasadzie zawsze znaleźć w domu, jeśli najdzie nas ochota na coś słodkiego, można szybko je przygotować, nie wychodząc do sklepu.

sobota, 10 marca 2012

Bułk z zielonym pesto, minibułk i bułki


Z tego samego przepisu co bułk w swym wnętrzu czerwone pesto ukrywający, ale z zielonym pesto. Z reszty ciasta tym razem zrobiłam minibułk i bułki. Wszystko pyszne i takie puszyste, aż chciałoby się powiedzieć, jak kotek, ale to chyba nie pasuje ;)


W jednym z tych strasznych hipermarketów udało mi się zdobyć takie oto pesto wegańskie:













Minibułk i bułki piekły się 30 min, a bułk właściwy 37 min w temp. ok. 170°C.
Piekarnik gazowy.

niedziela, 4 marca 2012

Sushi

Wczorajsza kolacja przygotowana przez Mistrza Sushi, z ogórkiem, papryką i kiwi.



A poniżej wersja z awokado:

Bardzo dobre sushi jest też z suszonym pomidorem i/lub z ryżem posypanym suszonym koperkiem/pietruszką przed zwinięciem.

sobota, 3 marca 2012

Bułki razowe

Minibułki razowe samo zdrowie ;)
Sklad:
80 dkg maki razowej pszennej
20 dkg mąki razowej żytniej
8 łyżek płatków owsianych
4 łyżki nasion słonecznika
2 łyżki cukru
2 łyżeczki soli
8 dkg drożdży
pół litra wody ciepłej[3 szklanki -zależy od mąki]
Wykonanie:
wszystkie składniki dobrze wymieszać,wyrobić ciasto drożdżowe ,
pozostawić do wyrośnięcia na około 1h .po tym czasie formować
bułeczki lub bułki i piec w piekarniku około 30-40 min. w przypadku
bułek , gdy pieczemy bułeczki czas należy skrócić.
NO po polaniu wnętrza oliwą z oliwek mówił, że czuje się, jakby zjadał samo zdrowie ;)
Mała aktualizacja: następnego dnia zrobiły się twarde, ale zastosowałam poradę mamy:
zmoczyłam je wodą i wstawiłam na kilka minut do piekarnika. Zmiękły — a kto by nie zmiękł
po torturach w piekarniku? Biedne bułki :( Ale tłumaczę sobie, że już nic nie czuły wtedy...