niedziela, 29 lipca 2012

Najlepsze lody kawowe

Lody kawowe zawsze były moimi ulubionymi. Miały także być jedną z tych rzeczy, której będzie mi brakowało na diecie wegańskiej. Jednak da się, szybkie, zdrowe i pyszne. A do tego (prawie) surowe :D Wiem, że kawa to samo zło, ale ta łyżeczka od czasu do czasu to jedyna używka, na jaką sobie, oprócz zielonej herbaty, pozwalam. Poza tym lody to także jedyna rzecz, jaką robię w kuchni oprócz mycia owoców, parzenia herbaty, krojenia arbuza i rozłupywania orzechów kokosowych :D (aha no i sprzątania... jakoś współlokatorzy się do tego nie garną specjalnie ;))



2 średnie banany
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej, rozpuszczona w minimalnej ilości wody i przestudzona


Banany obrać, pokroić na plasterki, zamrozić. 
Wyjąć z zamrażalnika, odczekać aż trochę odtają, zblendować z kawą. W tej proporcji wychodzą mocno kawowe.

Warto mieć w zamrażarce tak przygotowane i poporcjowane banany.
Inne dodatki: mrożone borówki, mrożone truskawki, łyżka masła orzechowego (bez cukru oczywiście i konserwantów).




wtorek, 24 lipca 2012

Eksperymenta ze stewią i frutarianizm

Mimo diety frutariańskiej (plus orzechy, z których próbuję zrezygnować, ale kończy się zawsze tak samo... w ogóle to zauważyłam, że orzechy jem tak z apetytu, a nie żeby zaspokoić głód, więc nie wiem, czy są mi potrzebne), coś ostatnio jednak piekłam. Ile można w końcu bez tego wytrzymać? :D

Ponieważ wykluczyłam z diety wszystko, co uznałam za niezdrowe i mi niesłużące (podkreślam „mi” i „ja uznałam” ;)), postanowiłam wprowadzić także do pieczenie jakąś rewolucję. Zaczęłam eksperymenta ze stewią. 

1. Babeczki bananowe — fail ;)

Zaparzyłam 3 łyżki stewii tak jak herbatę (taki przepis znalazłam na jakimś blogu), wyszły zupełnie niesłodkie.
I w ogóle to niedobre. Mimo że wcześniej uwielbiałam ich bananowy smak. Bez cukru okazało się, że czuję głównie tłuszcz i to jest fuuuuuj ;).

2. babeczki czekoladowe (podobno doskonałe) z wywarem — słodkość ok, konsystencja babeczek także fail

Z innego bloga przepis na babeczki, wyszły gumiaste, ale to już może kwestia tego, że nie wiem, czy można w ogóle coś dobrego upiec, gdy całe moje ciało i duch garną się ku owockom i wzdragają przed mąką i gotowaniem :)

3 łyżki stewii gotowałam 10 minut na małym ogniu, a potem 10 minut parzyłam pod przykryciem. Płynu dodałam połowę do ciasta, bo też robiłam z połowy porcji (miało być 6 sztuk, u mnie wyszło 4).

Wyszły słodkie, ale jakoś tak inaczej słodkie niż z cukrem. Na razie nie umiem tego zdefiniować. Tak mniej nachalnie słodkie.

3. Znalazłam kolejny przepis na napar ze stewii, spróbuję go w babeczkach na mące orkiszowej, coby już niemal całkiem zdrowo było :D


Jak chodzi o dietę frutariańską, jest to fascynujące przeżycie, po miesiącu (chyba miesiącu, mam dość ambiwalentny stosunek do czasu. Wydarzenia z przeszłości oraz daty mieszają się i przeplatają w niemożliwy w rzeczywistości sposób.) tylko na owocach i orzechach już nie tak ekscytujące, ale nie wyobrażam sobie, żebym miała z tego zrezygnować.
Zaczęłam od diety raw food — z perspektywy widzę, że to w ogóle nie było przyjemne. Z owocami jest inaczej, każdy posiłek i przekąska to radość jedzenia :D Czasem zajadania emocji, przejadania się, ale z owocami mam tak, że bardzo szybko brzuszek się wypełnia, więc uczucie przejedzenia następuje szybko i też równie szybko przechodzi. Więc jest to super sprawa dla osób, które w ten sposób sobie „radzą” z nadmiarem myśli i emocji ;). A przy tym jest jeszcze to błogie uczucie, że ile bym w ten sposób nie zjadła i tak nie utyję:D:D:D Co też do pewnego stopnia eliminuje wyrzuty sumienia związane z konsumpcją. (Przy normalnej diecie wegańskiej, opartej głównie na tzw. zdrowych produktach, mogłam przytyć do 2 kg w ciągu tygodnia).


sobota, 14 lipca 2012

Surowe spaghetti z sosem pesto

Jeden z pierwszych i ostatnich chyba przepisów raw food, jakie wypróbowałam. Dobre, ale ja tam wolę owoce :D:D:D



Małą cukinię obrać i pokroić na paski ręcznie lub w jakimś urządzeniu. Oberwać listki bazylii z krzaczka, opłukać, wysuszyć. Dodać pół ząbki czosnku (raczej nie polecam za dużo, bo mimo że czosnek bardzo lubię, to tutaj jakoś nie pasuje), oliwę i zblendować.