niedziela, 26 sierpnia 2012

To jak to naprawdę w końcu jest z B12

Szukając informacji o witaminie B12, znalazłam ciekawy artykuł (właściwie wywiad):

http://www.zdrowie1.com/witamina_b12.html

Informacje wyglądają na rzetelne i wyważone, a to w przypadku tego kontrowersyjnego tematu rzadkość.

Jeśli chodzi sprawdzenie organizmu pod względem ewentualnego niedoboru tej witaminy, zgodnie z artykułem, najbardziej wiarygodne jest zbadanie poziomu kwasu metylmalonowego w moczu.
Niestety w Dolmedzie we Wrocławiu nie robią takiego badania.

Przy okazji odbyłam ciekawą, aczkolwiek krótką, rozmowę z panią z laboratorium. Powiedziała, że nie robią takich badań, ale badają za to poziom B12 we krwi. Ja na to nieśmiało i grzecznie zapytałam, czy to badanie jest wiarygodne, a ona „a tak, robimy ich dużo, dużo ich robimy”. Odpowiedź cokolwiek niemająca związku z pytaniem — rozmowa szybko się skończyła, bo zrobiło się nieprzyjemnie. Padło obcesowe pytanie „a kto Pani to powiedział”, na co podziękowałam i pożegnałam się. :D:D

Na razie mój poziom B12 pozostanie tajemnicą. Za to w artykule jest napisane, że łyżka płatków drożdżowych spełnia dzienne zapotrzebowanie na tę substancję. Ucieszyła mnie ta wiadomość, brzmi dużo bardziej naturalnie niż tabletki, do których mam awersję.



piątek, 24 sierpnia 2012

Syrop z agawy

Poszukując alternatywy dla cukru do zastosowania w kremach (na razie nie mam odwagi dodać do białego kremu naparu ani proszku ze stewii  — zakładam, może błędnie, że zabarwią go na zielonkawy, w najlepszym wypadku, kolor), trafiłam na informacje o syropie z agawy. Na początku same superlatywy, ale jeśli poszuka się głębiej, można trafić na przykład na taki oto artykuł:

http://www.elephantjournal.com/2011/10/agave-the-nectar-of-deceit-dr-paul-gannon/

Dowiedziałam się z niego, że: syrop jest popularny, bo jego sprzedaż jest napędzana marketingowo, a zdrowy jest średnio, bo zawiera wyizolowaną (biologia nigdy nie była moją mocną stroną, więc wybaczcie laickie sformułowania) fruktozę, która jest szkodliwa dla wątroby (w przeciwieństwie do tej w owocach).

[WADY] Na jego niekorzyść przemawia, moim zdaniem, także kaloryczność (w zasadzie tyle samo, co cukier) i wysoki stopień przetworzenia. W zasadzie to tak, jakby stosować miód (który przecież też ma właściwości zdrowotne).
[ZALETY] I tutaj mamy jedną z jego zalet — to taki wegański miód — czyli możliwość zastosowania w przepisach, w których trudno byłoby go zastąpić. Ponadto ma niski indeks glikemiczny (chyba jeszcze nie do końca rozumiem, dlaczego to takie ważne).

Postanowiłam go więc wypróbować, ale od razu z zastrzeżeniem, że będę go stosować bardzo rzadko. I w takiej ilości na pewno nie zaszkodzi, a nadal jest, moim zdaniem,  lepszy od białego cukru (przynajmniej nie jest obwiniany o karmienie syfów :P). Poza tym od około 10 miesięcy nie odczuwam potrzeby jedzenia słodyczy — a kiedyś wolałam zjeść czekoladę/ciasto/Michaszki zamiast obiadu i lody zamiast kolacji :D:D:D. Samo sobie poszło (albo od weganizmu, jogi?).

Wkrótce więc pojawią się jakieś przepisy z jego zastosowaniem :D





Jadalne babeczki ze stewią

Zapowiadana przeze mnie w ostatnim wpisie 3 próba wypieku ze stewią zakończyła się sukcesem. Tym razem zrobiłam najprostsze babeczki kakaowe, dodałam tylko wiśnie dla ożywienia całości.

W celu uwierzytelnienia wyników eksperymentu poczęstowałam nimi kolegów z pracy.
Wyniki ankiety (pytanie: Czy wyczuwasz posmak stewii/czegoś ziołowego?)

Kolega 1: Dobre, czekoladowe. Ale co mam dokładnie wyczuwać?
Kolega 2: O nawet jadalne, ale nie czuje nic. (Po czym zjadł kolejną — tzn. chyba więcej jak „jadalne” :P)
Kolega 3: Dobre, wyczuwam delikatnie stewię (jako jedyny słyszał o niej wcześniej), ale nie przeszkadza.
Kolega 4: Nic nie mówił, a ja zapomniałam zapytać. Ale żyje i ma się dobrze.
Kolega 5: Usprawiedliwiona urlopem nieobecność w trakcie przeprowadzania badań.
Kolega 6: Dieta (dobra wymówka, żeby nie dać się otruć :P).



Przepis:
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej zwykłej (tak wiem, że gluten, ale na razie postanowiłam opracować korzystanie ze stewii, a dopiero później zobaczyć, czy da się jeszcze do tego dodać zdrowej mąki)
3 płaskie łyżki kakao
2/3 szklanki mleka roślinnego (u mnie sojowe, przygotowane z mleka w proszku — jedyny rozsądny sposób w moim przypadku, bo używam go tylko do wypieków, a jest sprzedawane w litrowych kartonach, próbowałam je mrozić, ale chyba lepiej wykorzystać proszek)
Napar z 3 łyżek suszonych liści stewii (gotowane w malutkim rondelku — poziom wody trochę ponad powierzchnię ziółka — przez 20 min i zaparzane przez 10 min pod przykryciem. Następnie odcedziłam liście)
Kopiata łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
Garść wiśni lub innego urozmaicacza

Wymieszać suche składniki, dodać mokre, zmiksować, dodać wiśnie. Piec w foremkach na babeczki 20-22 min w temp. ok. 170°C. (U mnie w gazowym, temp. podaję na oko, ale wprawne oko, więc raczej dobrze :D).


W następnym odcinku: próba ze stewią w postaci sproszkowanych liści (ciasto kruche).